największa magia kryje się w nocnej ciszy
bezmiarze milczenia
nieśmiałym szepcie marzeń
szumie gałęzi poruszanych wiatrem
zwątpieniach
fantazjach
tęsknocie
łzach
subtelności
tańczącym płomieniu świecy
bliskości dwojga ludzi
bladym świetle księżyca
czytanej ukradkiem książce
przyspieszonym biciu serca
zrozumieniu
posklejanych słowach
oddechu na policzku
tych dwóch najpiękniejszych słowach
i wędrówce w nieznane
drogą do spełnienia marzeń
Dzikie kwiaty Felicji
czwartek, 12 października 2017
wtorek, 8 sierpnia 2017
Drabble #1
Kolejne smagnięcie batem. Naga dziewczyna przeraźliwie krzyczy. Błaga o litość.
Grzeszna. Prosi o wybaczenie. Bezbronna. Nie cofnie czasu. Zasługuje już tylko na pogardę.
Całe życie była posłuszna. Przyobleczona w burkę kryła się przed pożądliwymi spojrzeniami mężczyzn. Milczała, kiedy ojciec i bracia maltretowali ją w domu. Powinna być posłuszna i wdzięczna za wszystko.
Czy było warto? Pokochała chłopaka ze wsi. Spotykali się nocą. Wzrastała w jego ramionach. Mieli u stóp cały wszechświat. Młodzi, rozkosznie nadzy, spragnieni miłości i wolności.
Zdradził chyba księżyc. Tylko on widział ich razem.
Grzeszna przyjemność. Sto batów. Jej kara. Obolałe, brudne ciało naznaczone pręgami. Naznaczone grzechem.
Winna.
_
Grzeszna. Prosi o wybaczenie. Bezbronna. Nie cofnie czasu. Zasługuje już tylko na pogardę.
Całe życie była posłuszna. Przyobleczona w burkę kryła się przed pożądliwymi spojrzeniami mężczyzn. Milczała, kiedy ojciec i bracia maltretowali ją w domu. Powinna być posłuszna i wdzięczna za wszystko.
Czy było warto? Pokochała chłopaka ze wsi. Spotykali się nocą. Wzrastała w jego ramionach. Mieli u stóp cały wszechświat. Młodzi, rozkosznie nadzy, spragnieni miłości i wolności.
Zdradził chyba księżyc. Tylko on widział ich razem.
Grzeszna przyjemność. Sto batów. Jej kara. Obolałe, brudne ciało naznaczone pręgami. Naznaczone grzechem.
Winna.
_
sobota, 29 lipca 2017
Prolog
Leżeliśmy na trawie wtuleni w siebie i zachwyceni sobą. Ciepły wiatr rozwiewał nasze włosy i plątał je ze sobą. W powietrzu unosił się subtelny zapach kwitnącej wiśni i echo naszych śmiechów. Słońce z wolna chyliło się ku zachodowi, barwiąc niebo niezliczonymi odcieniami różu i czerwieni.
Po raz kolejny straciłam rachubę czasu. Nie mam pojęcia, kiedy zrobiło się tak późno. Zastanawiało mnie, dlaczego czas szybko uciekał, kiedy chciałam, żeby płynął wolniej i na odwrót. Chwile spędzone z moim ukochanym mogłyby ciągnąć się w nieskończoność, a ja i tak nie odczułabym, że mi się dłuży.
Nagle objął mnie mocniej, spoważniał i otworzył usta, żeby coś powiedzieć. Zdążyłam go uprzedzić.
- Powinnam już wracać do domu. - powiedziałam bez przekonania. - Nie chcę, żeby ktoś zauważył moją nieobecność. Dobrze wiesz, że najchętniej zostałabym tu z tobą.
- Też mam już dosyć tego ciągłego krycia się. - odpowiedział. - Chciałbym móc tak po prostu być z tobą, bez tej ciągłej obawy, że ktoś nas przyłapie. A gdybyśmy uciekli gdzieś daleko, gdzie nikt nas nie zna? W końcu moglibyśmy być w pełni szczęśliwi. Powiedzmy, na południe.
Nie odpowiedziałam mu przez dłuższą chwilę. W pierwszej chwili to, co powiedział, wydało mi się kompletnie nierealne. Poczułam się zmieszana, jeszcze bardziej zagubiona i niepewna.
A moje serce zaczęło bić szybciej, szaleńczo walić w piersi, jakby chciało się z niej wyrwać. Jakby od dawna czekało, aż Myron wypowie te słowa, chociaż ja straciłam nadzieję, że kiedykolwiek je usłyszę. Odkąd go poznałam, nie marzyłam o niczym innym, by spędzić z nim resztę życia, ale oboje doskonale wiedzieliśmy, że tu, w parszywym mieście Ayes, nie może nam się udać.
Nigdy nie powinnam była nawet na niego spojrzeć, zamienić z nim choćby słowa, a co dopiero pokochać. Zbyt wiele nas różniło, ale też zbyt wiele łączyło, byśmy mogli się rozstać. Ze wszystkich sił starałam się odkochać, myślałam, że mi przejdzie, ale na próżno. Miłość to nie choroba, nie można się z niej wyleczyć. To coś znacznie gorszego. Nie ma w niej nic ze wspaniałości, którą opiewają w pieśniach. To wyjątkowe paskudztwo, które spędza nam sen z powiek. Komplikuje wiele kwestii, nie pozwalając zaznać spokoju. Miesza nam w głowach. Przynosi tyle samo szczęścia, co problemów. A mimo to nie można bez niej żyć, ani jej uniknąć.
Jedyną prawdą, jaką o niej mówią, jest to, że nie wybiera, kogo ze sobą łączy. Łączy ludzi na swoich zasadach, mając w głębokim poważaniu, czy będziemy szczęśliwi, czy też nie. Robi to, co uważa za słuszne, nie licząc się z naszym zdaniem.
Dzięki niej intensywniej doświadczałam całego piękna tego świata. Dzięki niej widziałam, słyszałam i czułam więcej niż dotąd. Pełna ufności pozwalałam Myronowi, by prowadził mnie za rękę. Kochałam go, mojego przystojnego barda, który grał na gitarze tak, że poruszyłby każdego. A wiele z tych utworów powstało dla mnie, co było najpiękniejszym prezentem, jaki kiedykolwiek otrzymałam.
Nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo jest utalentowany. Pochwały go frustrowały.
Jego sytuacja materialna była odwrotnie proporcjonalna do zdolności. Starczało mu tylko na jedzenie i utrzymanie mieszkania. Grał wieczorami w różnych tawernach, za marne pieniądze. Mówił mi, że to, co miał, wystarczy mu w zupełności. Nie miał wiele, ale był wolny i dlatego uważał się za szczęściarza.
I choć nasz związek dawał nam obu wiele radości, przysporzył nam sporo kłopotów. Tęskniłam równie mocno, co kochałam. Nie chcę o tym opowiadać, to zbyt trudne.
Być może jego propozycja powinna wzbudzić we mnie ogromny entuzjazm, ale wzbudziła we mnie jedynie wątpliwości. Z jednej strony chciałam z nim uciec i zacząć żyć po swojemu, ale na drodze stało nam zbyt wiele przeszkód, w tym mój własny strach.
- To nie jest takie proste, jak ci się wydaje.- powiedziałam. - Nie marzę o niczym innym, ale… Rodzina nigdy by mi nie wybaczyła, gdybym to zrobiła. Kompletnie nie mam pojęcia, co robić.
Wolałam nie opowiadać mu o sobie zbyt wiele. Im mniej wiedział, tym mniej się martwił. Już i tak znaleźliśmy się w niewesołej sytuacji.
- Przecież tu chodzi o ciebie, najdroższa, nie o nich.
- Nic nie rozumiesz! - krzyknęłam, czując jak wzbiera we mnie złość. Dylemat doprowadzał mnie do szaleństwa. - Nie rozumiesz, że popełniamy mezalians? Uciekając okryłabym rodzinę wstydem, wystawiłabym ich na pośmiewisko.
Od razu pożałowałam tych słów. Nie chciałam go obrazić, ale niestety w ten sposób to wyglądało. W jego oczach pojawił się smutek, który skruszył mi serce. Jego milczenie i spojrzenie powiedziało mi wszystko.
I nagle zdałam sobie sprawę, że Myron znaczy dla mnie więcej, niż opinie burżuazyjnych pajaców i plotkarzy. Odkąd pamiętam, zawsze chciałam wieść życie zwykłego człowieka, z dala od ciągłej presji, etykiety i ciągłego posłuszeństwa.
To właśnie on pokazał mi to prawdziwe życie. Był dla mnie czymś więcej, niż tylko pierwszą miłością. Był moim słońcem, które świeciło jasno w pochmurne dni, oślepiając swoim blaskiem. Był wiatrem, który potrafił odegnać mgłę z kłamstw. Był moją chwilą słodkiego zapomnienia, zmysłową pieszczotą i wesołą pieśnią. Był moją perłą, którą ukryłam na dnie oceanu, którą nie mogłam i nie chciałam się z nikim dzielić.
Otworzył usta, żeby znowu coś powiedzieć, ale znowu zdążyłam mu w tym przeszkodzić. Sprzeczności we mnie zaczynały wrzeć, ale ku własnemu zdziwieniu z moich ust wydobył się całkiem spokojny głos.
- Myronie, nie chciałam, żeby to tak zabrzmiało. Wystarczasz mi właśnie taki, jaki jesteś. Może i będą się z nas śmiać, ale to nieistotne. Mam w głowie ogromny mętlik, ale to, czego pragnę stoi z ogromną sprzecznością z tym, co powinnam zrobić. - dodałam i wtuliłam się w niego mocniej. - Chciałabym wiedzieć, co tak naprawdę jest słuszne.
Mój system wartości stanął na głowie i znacząco odbiegał od tego, czego mnie uczono.
- A ja tym bardziej nie wiem, co mam ci doradzić. - odparł. - Ale jeśli zdecydujesz się zostać, postaram się z tym pogodzić, chociaż nie wyobrażam sobie życia bez ciebie, Andreo.
Zadrżałam, kiedy wypowiedział moje imię z nutą gorzkiej namiętności. Znałam go zbyt dobrze i wiedziałam, że nie pogodziłby się z naszym rozstaniem. Nie był człowiekiem, który poddaje się bez walki.
Pomyślałam, że mogłabym go więcej nie spotkać. Nie moglibyśmy tak po prostu o sobie zapomnieć. Wspomnienia i sny doprowadziłyby mnie do obłędu.
Nie żałowałam ani chwili, którą z nim spędziłam. Mówił, że w moim życiu chodzi przede wszystkim o mnie. I być może popełniałam teraz największy błąd w moim życiu, ale wiedziałam, że było warto.
- Ja nie mogłabym się z tym pogodzić, kochany. Przyjdę do ciebie jutro, gotowa do drogi. Zawsze chciałam zobaczyć południe.
Potem pocałowałam go na pożegnanie i ruszyłam w swoją stronę. Nie mogłam doczekać się jutra.
Po raz kolejny straciłam rachubę czasu. Nie mam pojęcia, kiedy zrobiło się tak późno. Zastanawiało mnie, dlaczego czas szybko uciekał, kiedy chciałam, żeby płynął wolniej i na odwrót. Chwile spędzone z moim ukochanym mogłyby ciągnąć się w nieskończoność, a ja i tak nie odczułabym, że mi się dłuży.
Nagle objął mnie mocniej, spoważniał i otworzył usta, żeby coś powiedzieć. Zdążyłam go uprzedzić.
- Powinnam już wracać do domu. - powiedziałam bez przekonania. - Nie chcę, żeby ktoś zauważył moją nieobecność. Dobrze wiesz, że najchętniej zostałabym tu z tobą.
- Też mam już dosyć tego ciągłego krycia się. - odpowiedział. - Chciałbym móc tak po prostu być z tobą, bez tej ciągłej obawy, że ktoś nas przyłapie. A gdybyśmy uciekli gdzieś daleko, gdzie nikt nas nie zna? W końcu moglibyśmy być w pełni szczęśliwi. Powiedzmy, na południe.
Nie odpowiedziałam mu przez dłuższą chwilę. W pierwszej chwili to, co powiedział, wydało mi się kompletnie nierealne. Poczułam się zmieszana, jeszcze bardziej zagubiona i niepewna.
A moje serce zaczęło bić szybciej, szaleńczo walić w piersi, jakby chciało się z niej wyrwać. Jakby od dawna czekało, aż Myron wypowie te słowa, chociaż ja straciłam nadzieję, że kiedykolwiek je usłyszę. Odkąd go poznałam, nie marzyłam o niczym innym, by spędzić z nim resztę życia, ale oboje doskonale wiedzieliśmy, że tu, w parszywym mieście Ayes, nie może nam się udać.
Nigdy nie powinnam była nawet na niego spojrzeć, zamienić z nim choćby słowa, a co dopiero pokochać. Zbyt wiele nas różniło, ale też zbyt wiele łączyło, byśmy mogli się rozstać. Ze wszystkich sił starałam się odkochać, myślałam, że mi przejdzie, ale na próżno. Miłość to nie choroba, nie można się z niej wyleczyć. To coś znacznie gorszego. Nie ma w niej nic ze wspaniałości, którą opiewają w pieśniach. To wyjątkowe paskudztwo, które spędza nam sen z powiek. Komplikuje wiele kwestii, nie pozwalając zaznać spokoju. Miesza nam w głowach. Przynosi tyle samo szczęścia, co problemów. A mimo to nie można bez niej żyć, ani jej uniknąć.
Jedyną prawdą, jaką o niej mówią, jest to, że nie wybiera, kogo ze sobą łączy. Łączy ludzi na swoich zasadach, mając w głębokim poważaniu, czy będziemy szczęśliwi, czy też nie. Robi to, co uważa za słuszne, nie licząc się z naszym zdaniem.
Dzięki niej intensywniej doświadczałam całego piękna tego świata. Dzięki niej widziałam, słyszałam i czułam więcej niż dotąd. Pełna ufności pozwalałam Myronowi, by prowadził mnie za rękę. Kochałam go, mojego przystojnego barda, który grał na gitarze tak, że poruszyłby każdego. A wiele z tych utworów powstało dla mnie, co było najpiękniejszym prezentem, jaki kiedykolwiek otrzymałam.
Nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo jest utalentowany. Pochwały go frustrowały.
Jego sytuacja materialna była odwrotnie proporcjonalna do zdolności. Starczało mu tylko na jedzenie i utrzymanie mieszkania. Grał wieczorami w różnych tawernach, za marne pieniądze. Mówił mi, że to, co miał, wystarczy mu w zupełności. Nie miał wiele, ale był wolny i dlatego uważał się za szczęściarza.
I choć nasz związek dawał nam obu wiele radości, przysporzył nam sporo kłopotów. Tęskniłam równie mocno, co kochałam. Nie chcę o tym opowiadać, to zbyt trudne.
Być może jego propozycja powinna wzbudzić we mnie ogromny entuzjazm, ale wzbudziła we mnie jedynie wątpliwości. Z jednej strony chciałam z nim uciec i zacząć żyć po swojemu, ale na drodze stało nam zbyt wiele przeszkód, w tym mój własny strach.
- To nie jest takie proste, jak ci się wydaje.- powiedziałam. - Nie marzę o niczym innym, ale… Rodzina nigdy by mi nie wybaczyła, gdybym to zrobiła. Kompletnie nie mam pojęcia, co robić.
Wolałam nie opowiadać mu o sobie zbyt wiele. Im mniej wiedział, tym mniej się martwił. Już i tak znaleźliśmy się w niewesołej sytuacji.
- Przecież tu chodzi o ciebie, najdroższa, nie o nich.
- Nic nie rozumiesz! - krzyknęłam, czując jak wzbiera we mnie złość. Dylemat doprowadzał mnie do szaleństwa. - Nie rozumiesz, że popełniamy mezalians? Uciekając okryłabym rodzinę wstydem, wystawiłabym ich na pośmiewisko.
Od razu pożałowałam tych słów. Nie chciałam go obrazić, ale niestety w ten sposób to wyglądało. W jego oczach pojawił się smutek, który skruszył mi serce. Jego milczenie i spojrzenie powiedziało mi wszystko.
I nagle zdałam sobie sprawę, że Myron znaczy dla mnie więcej, niż opinie burżuazyjnych pajaców i plotkarzy. Odkąd pamiętam, zawsze chciałam wieść życie zwykłego człowieka, z dala od ciągłej presji, etykiety i ciągłego posłuszeństwa.
To właśnie on pokazał mi to prawdziwe życie. Był dla mnie czymś więcej, niż tylko pierwszą miłością. Był moim słońcem, które świeciło jasno w pochmurne dni, oślepiając swoim blaskiem. Był wiatrem, który potrafił odegnać mgłę z kłamstw. Był moją chwilą słodkiego zapomnienia, zmysłową pieszczotą i wesołą pieśnią. Był moją perłą, którą ukryłam na dnie oceanu, którą nie mogłam i nie chciałam się z nikim dzielić.
Otworzył usta, żeby znowu coś powiedzieć, ale znowu zdążyłam mu w tym przeszkodzić. Sprzeczności we mnie zaczynały wrzeć, ale ku własnemu zdziwieniu z moich ust wydobył się całkiem spokojny głos.
- Myronie, nie chciałam, żeby to tak zabrzmiało. Wystarczasz mi właśnie taki, jaki jesteś. Może i będą się z nas śmiać, ale to nieistotne. Mam w głowie ogromny mętlik, ale to, czego pragnę stoi z ogromną sprzecznością z tym, co powinnam zrobić. - dodałam i wtuliłam się w niego mocniej. - Chciałabym wiedzieć, co tak naprawdę jest słuszne.
Mój system wartości stanął na głowie i znacząco odbiegał od tego, czego mnie uczono.
- A ja tym bardziej nie wiem, co mam ci doradzić. - odparł. - Ale jeśli zdecydujesz się zostać, postaram się z tym pogodzić, chociaż nie wyobrażam sobie życia bez ciebie, Andreo.
Zadrżałam, kiedy wypowiedział moje imię z nutą gorzkiej namiętności. Znałam go zbyt dobrze i wiedziałam, że nie pogodziłby się z naszym rozstaniem. Nie był człowiekiem, który poddaje się bez walki.
Pomyślałam, że mogłabym go więcej nie spotkać. Nie moglibyśmy tak po prostu o sobie zapomnieć. Wspomnienia i sny doprowadziłyby mnie do obłędu.
Nie żałowałam ani chwili, którą z nim spędziłam. Mówił, że w moim życiu chodzi przede wszystkim o mnie. I być może popełniałam teraz największy błąd w moim życiu, ale wiedziałam, że było warto.
- Ja nie mogłabym się z tym pogodzić, kochany. Przyjdę do ciebie jutro, gotowa do drogi. Zawsze chciałam zobaczyć południe.
Potem pocałowałam go na pożegnanie i ruszyłam w swoją stronę. Nie mogłam doczekać się jutra.
niedziela, 2 lipca 2017
Kilka słów na początek
Witam serdecznie wszystkich moich Czytelników, zarówno tych, którzy są ze mną od początku, jak i tych nowych. Dziękuję, że tu jesteście. Zapraszam na moją łąkę dzikich kwiatów, gdzie myśli rosną tak, jak im się podoba i jak natura tego chciała :) Nie są może najpiękniejsze, ale przynajmniej prawdziwe, szczere i wolne.
Hmm... na początku wypadałoby się przedstawić. Jestem Felicja. Wcześniej używałam włoskiej nazwy tego imienia, ale po jakimś czasie wydał mi się nieciekawy. Zaczęłam pisać cztery lata temu i jest to jedyna decyzja w moim życiu, której nie żałuję. Niedawno zrobiłam sobie dłuższą przerwę i teraz rzucam się na głęboką kartkę, żeby wrócić do formy. Praca twórcza fascynuje mnie i pociąga. Czasem nie śpię nocami, bo nagle o drugiej w nocy przychodzi do mnie jakaś historia i nie daje mi spokoju, dopóki nie przeleję jej na papier. Uczę się też języków obcych, śpiewam, dużo czytam i spotykam się z ludźmi. Są dla mnie źródłem ogromnej inspiracji. Uwielbiam marzycieli, dobrą zabawę, słodkie pieski i głośnego rocka.
W zasadzie trudno mnie skategoryzować. Nie pasuję do żadnej szufladki. A jeśli ktoś już znajdzie mi w jakiejś miejsce, prędzej czy później i tak stamtąd ucieknę ;)
Pisałam już wcześniej dwa fan fiction dotyczące Avatara, (tej kreskówki od Bryke'a, ale dla mnie Avatar jest tylko jeden ;-;) ale żadnego z nich nie zdołałam ukończyć. Czasem piszę też coś na Wattpadzie, ale Blogspota wolę zdecydowanie bardziej.
Na tym blogu zaprezentuję moje pierwsze, autorskie fantasy, z wojną w tle. Nie chcę jeszcze zdradzać szczegółów, ponieważ prolog ukaże się już na dniach. Znajdą się tu też niepowiązane ze sobą opowiadania i jakieś felietony dotyczące moich przemyśleń.
Hmm... na początku wypadałoby się przedstawić. Jestem Felicja. Wcześniej używałam włoskiej nazwy tego imienia, ale po jakimś czasie wydał mi się nieciekawy. Zaczęłam pisać cztery lata temu i jest to jedyna decyzja w moim życiu, której nie żałuję. Niedawno zrobiłam sobie dłuższą przerwę i teraz rzucam się na głęboką kartkę, żeby wrócić do formy. Praca twórcza fascynuje mnie i pociąga. Czasem nie śpię nocami, bo nagle o drugiej w nocy przychodzi do mnie jakaś historia i nie daje mi spokoju, dopóki nie przeleję jej na papier. Uczę się też języków obcych, śpiewam, dużo czytam i spotykam się z ludźmi. Są dla mnie źródłem ogromnej inspiracji. Uwielbiam marzycieli, dobrą zabawę, słodkie pieski i głośnego rocka.
W zasadzie trudno mnie skategoryzować. Nie pasuję do żadnej szufladki. A jeśli ktoś już znajdzie mi w jakiejś miejsce, prędzej czy później i tak stamtąd ucieknę ;)
Pisałam już wcześniej dwa fan fiction dotyczące Avatara, (tej kreskówki od Bryke'a, ale dla mnie Avatar jest tylko jeden ;-;) ale żadnego z nich nie zdołałam ukończyć. Czasem piszę też coś na Wattpadzie, ale Blogspota wolę zdecydowanie bardziej.
Na tym blogu zaprezentuję moje pierwsze, autorskie fantasy, z wojną w tle. Nie chcę jeszcze zdradzać szczegółów, ponieważ prolog ukaże się już na dniach. Znajdą się tu też niepowiązane ze sobą opowiadania i jakieś felietony dotyczące moich przemyśleń.
Całuję, Felicja
Subskrybuj:
Posty (Atom)